O autorze
Z wykształcenia na razie nikt, ale kocham filmy, zwłaszcza te dobre i to o nich będę tu pisać. Studiuję dziennikarstwo i wcale nie żałuje, że nie wybrałam architektury. W Warszawie mieszkam od sześciu lat i nie mam ani żony, ani męża, ani dzieci, ani doświadczenia, którym warto by było się chwalić, więc nic nie będzie odwracać uwagi od kina.

Film o zapominaniu, którego nie da się zapomnieć

Jak często zdążą nam się wejść do pokoju i nie pamiętać po co, lub wyciągnąć telefon, sprawdzić, która jest godzina i zapomnieć jej po chwili? Bardzo często i jest to temat do żartów na imprezach. Jak jednak wyglądałoby życie gdybyśmy tak samo łatwo i szybko zapominali imion najbliższych lub układu pokoi w naszych domach? Wyglądało by tak jak codzienność bohaterki filmu "Still Alice".

"Still Alice" to świetny film dobitnie pokazujący jak ulotne są chwile w życiu osób chorujących na Alzheimera. Tytułowa bohaterka (Julianne Moore) ma trójkę dzieci (Kate Bosworth, Hunter Parrish, Kristen Stewart), męża (Alec Baldwin) i świetną karierę naukową jako lingwistka. Ciężko sobie wyobrazić co musi czuć osoba w kwiecie wieku, wykształcona, dająca świetne wykłady, zadowolona z życia i pracy w momencie kiedy przestaje zapamiętywać podstawowe informacje na temat otaczającego ją świata i jej samej. Zgubienie kluczy czy telefonu to nic przy stanie Alice, której z pamięci uciekają całe miesiące.

Amerykański film w reżyserii Richarda Glatzera to przerażający obraz walki z chorobą, z którą nie można wygrać. Z chorobą, która kawałek po kawałku pochłania osobę i zostawia wydmuszkę nie potrafiącą rozpoznać najbliższych w tłumie, gubiącą się we własnym domu i niezdolną do funkcjonowania samodzielnie pomimo, że fizycznie pozostaje się w pełni sprawnym. "Still Alice" jest również historią rodziny, która musi patrzeć na to, że najbliższa osoba niknie z przerażenia, bo traci wszystko na co pracowała całe życie.

Jak bardzo zdesperowanym trzeba być by pragnąć zamienić swoją chorobę na raka lub guza mózgu? Otóż najbardziej przerażające w Alzheimerze jest to, że stan fizyczny się nie zmienia tylko myśli przepełnione są nieprzerwanym strachem przed utratą wszystkiego. Jak można cieszyć się z ostatnich chwil bycia sobą gdy ma się świadomość, że na łożu śmierci nie będzie się miało ani jednego wspomnienia, do którego będzie można wrócić pamięcią. Taka właśnie smutna rzeczywistość obrazuje historia Alice i jej rodziny.

Główna rola jest odegrana rewelacyjnie, Julianne Moore dała z siebie wszystko. Zostało docenione również przez Akademię wręczającą Oscary i rola Alice zyskała statuetkę najlepszej pierwszoplanowej roli żeńskiej roku 2014. Podobnie Alec Baldwin, chociaż Oscara nie dostał, a jego rola nie była aż tak wymagająca, bo powiedzmy sobie szczerze, zagrać osobę chorą jest zagrać znacznie trudniej niż troskliwego męża. Wszyscy członkowie rodziny Alice są doskonale obsadzeni i na ich przykładach mamy możliwość przyjrzenia się różnym sposobom radzenia sobie z chorobą najbliższej osoby. Przypuszczam, że właśnie dzięki zróżnicowaniu charakterów film poruszy każdego i każdy w jakimś stopniu utożsamia się z którymś z bohaterów, nawet jeśli nigdy nie miał styczności z Alzheimerem.

Podsumowując, jest to piękny i przerażający obraz choroby, która przecież może dotknąć każdego. Może nie w tak wcześnie jak zaczęło się to u bohaterki filmu ale nawet w podeszłym wieku utrata pamięci jest przerażająca dla nas samych jak i dla bliskich nam osób, które nie mogą pogodzić się z tym, że z dnia na dzień przestajemy być zdolni nawet do miłości. Bo jak kochać kogoś czyjej twarzy nie potrafimy znaleźć w pamięci.

Trwa ładowanie komentarzy...