O autorze
Z wykształcenia na razie nikt, ale kocham filmy, zwłaszcza te dobre i to o nich będę tu pisać. Studiuję dziennikarstwo i wcale nie żałuje, że nie wybrałam architektury. W Warszawie mieszkam od sześciu lat i nie mam ani żony, ani męża, ani dzieci, ani doświadczenia, którym warto by było się chwalić, więc nic nie będzie odwracać uwagi od kina.

Bajka o zabijaniu czasu

Miałam ostatnimi czasy nikłą przyjemność obejrzenia filmu dla kobiet, które w głębi duszy nadal lubią bajki ale wstydzą się odpalić Walle, bo same przed sobą ukrywają fakt, że cycki to nie oznaka dorosłości. Film, który miał połechtać romantyczki, które zakochały się w historii Romea i Julii, w moim przypadku połechtał przełyk, bo mówiąc językiem internetu z przed kilku lat, rzygałam na nim tęczą.

Mowa o “Wieku Adaline” nad którym spałowała się połowa Youtuberek, które żyją z tego, że raz w tygodniu umalują twarz przed lustrzanką. Rzekomo rewelacyjny w tym filmie make-up dla mnie był zwykły, bo zrobić z pięknej kobiety, piękną kobietę z grzywką umie chyba każdy. Ową pięknością jest Blake Lively, czyli tytułowa Adaline. Niestety aktorka chyba wzorowała się na roli Belli ze Zmierzchu bo, bądźmy szczerzy jej główna emocja w tym filmie to brak emocji.

Po krótce o fabule, którą streszczam tylko z poczucia obowiązku, bo całą można wywnioskować ze zwiastunu. Jest sobie dziewczyna, którą zostaje strzelona piorunem i z dziwnych, niewyjaśnionych przyczyn przez właśnie to porażenie przestaje się starzeć, dosłownie. W filmie chyba z pięć razy pada zdanie “nigdy nie postarzała się nawet o jeden dzień” (w moim jako takim tłumaczeniu). Tutaj mały postój na przybicie piątki komuś kto wpadł na pomysł lektora, który przyspieszał akcje bo część “niesamowitej” historii opowiada zamiast pokazywać kawałek po kawałku. Koniec postoju. Adaline była zupełnie normalna, miała córkę, mąż jej umarł, no ale jak to bywa w świecie osób, które się nie starzeją, córka w pewnym momencie ją wyprzedziła i tym sposobem w latach mniej więcej dzisiejszych była na oko kilkakrotnie starsza od matki. Adaline, wierząc, że miłość musi wiązać się ze wspólnym starzeniem się odtrąciła facetów i całą swoją miłość przelała na psy. No ale jak to w bajkach bywa nagle pojawił się ten piękny i bogaty, i w ogóle cool, Michiel Huisman, w filmie Ellis Jones. Adelina na początku go zlewa, ale potem daje się uwieść (wow, tego się nie spodziewaliście…), jadą do rodziców i tu zaczyna być fajne bo pojawia się Harrison Ford, wcielający się w role tatusia naszego Romeo. Niesamowite zrządzenie losu sprawia, że okazuje się, że tatuś jest byłym Adaline z przed kilku dekad. Kiedy jej sekrecik zaczyna być w niebezpieczeństwie dziewczyna zwyczajnie daje nogę kradnąc przy tym samochód ale to drobiazg. Oczywiście jej adorator leci za nią i wszystko się układa.

Jak nie trudno się domyślić cała historia jest banalna i oklepana, ale z jakiejś przyczyny napisałam słowo “FAJNIE”, bo rzeczywiście film ma swoje atuty. Pierwszy to tatuś, genialny Ford, który chyba jako jedyny dobrze zagrał w tym filmie. Poza tym miał do pokazania ciekawe emocje, bo jak musi się czuć ojciec, któremu syn “podkradł” miłość życia, która jeszcze do tego się nie starzeje, więc jest “dobrą dupą” for ever. Dochodzi jeszcze zazdrosna mamuśka, ale to raczej bardzo poboczny wątek. Pozostałe atuty to atuty Blake Lively, czyli głównie to, że jest ładna i to chyba tyle.

Mogłabym ten film podsumować jednym słowem, ale jest niecenzuralne i raczej nie wzbudza pozytywnych emocji, więc pokuszę się na coś więcej. Ten film nie jest dobry, ani w kategorii dramatu ani bajki, której po chamsku podkradł schemat z happy endem. Gra aktorska (poza Fordem) praktycznie nie istnieje, cała oprawa filmu też “dupy nie urywa”, może zachwyciła bym się przez moment charakteryzacjami Adaline w różnych okresach, ale tylko pod warunkiem, że byłby to pierwszy film, który widziałam… w ogóle w życiu. Prawda jest taka, że w takich filmach w ogóle nie chodzi o to, żeby to było dobre kino i warto to wziąć pod uwagę wybierając ten a nie inny na wieczór. Podsumowując jest to kinowa “niższa klasa średnia”, ale mówiąc szczerze, nie liczyłam na nic więcej.
Trwa ładowanie komentarzy...