O autorze
Z wykształcenia na razie nikt, ale kocham filmy, zwłaszcza te dobre i to o nich będę tu pisać. Studiuję dziennikarstwo i wcale nie żałuje, że nie wybrałam architektury. W Warszawie mieszkam od sześciu lat i nie mam ani żony, ani męża, ani dzieci, ani doświadczenia, którym warto by było się chwalić, więc nic nie będzie odwracać uwagi od kina.

Klasztor nie tak ciekawy, "Zakonnica" nie tak nudna

Filmweb
Po dłuższym czasie szukania dobrego kina w kinie zrezygnowana przerzuciłam się na to co proponuje nam telewizja i choć nie jestem jej fanką muszę powiedzieć, że zostałam miło zaskoczona. Od jakiegoś czasu skacząc po kanałach trafiałam na film, którego tytuł kojarzył mi się jedynie z kiepskiej klasy horrorem więc mijałam go nie zagłębiając się w fabułę. Jednak kiedy do wyboru miałam już tylko Rodzinę Zastępczą i Jump Street 22 obejrzane w kawałkach co najmniej 12 razy dałam się uwieść francuskiej produkcji o nieprzynoszącej dobrych wspomnień nazwie.

“Zakonnica” to smutna historia osadzona w XVIII wiecznej Francji, zanim jednak przejdę do fabuły poświęcę moment głównej bohaterce, która moim zdaniem jest głównym choć nie jedynym atutem tego filmu. Pauline Étienne jako tytułowa zakonnica Suzanne odegrała swoją rolę genialnie, wachlarz emocji, w którym dominowała rozpacz został przez nią przedstawiony tak dobitnie, że nawet rozpoczynając seans w dobrym nastroju zakończymy go w najlepszym przypadku przygaszeni. Scena, w której Suzane dowiaduje się o śmierci swojej najdroższej siostry przełożonej i scena po niej są tak prawdziwe i autentyczne, że niemalże ma się ochotę podejść do ekranu i ją pocieszyć. Aktorka w mistrzowski sposób wpływa na emocje widza.

Wracam do fabuły, która, muszę przyznać jest w miarę przewidywalna, co nie znaczy jednak, że film jest nieciekawy. Młoda dziewczyna mimo swojej woli zostaje wysłana do klasztoru. W sposób bardziej niż jawny pokazuje, że to nie jest jej przeznaczenie i pragnie cofnąć złożone Bogu śluby. Po wspomnianej już śmierci siostry przełożonej do klasztoru przychodzi nowa młoda i warto dodać, że piękna siostra, która ma sprawować pieczę nad dziewczętami. Piękną w tym przypadku nie idzie jednak w parze w dobrocią, bo kiedy “szefowa” dowiaduje się o buncie naszej zakonnicy rozpoczyna tortury psychiczne i fizyczne, z początku subtelne jednak z czasem nabierające okrutności. Z pomocą przyjaciółki Suzanne udaje się jednak skontaktować z prawnikiem dzięki, któremu zostaje ona przeniesiona do innego klasztoru. Nie jest to koniec załóg prawnika, ale nie jest to również koniec historii, bo zbuntowana siostra trafia do miejsca tylko z pozoru lepszego.

Zdecydowanym plusem filmu jest otwarte zakończenie, o który nie napisałam zupełnie nic, z szacunku dla tych, którzy tak jak ja nie lubią znać zakończenia przed seansem, ale na pewno warto na nie poczekać. Nie jest to w żadnym stopniu tzw. “film do prasowania” bo trzeba na nim skupić całą swoją uwagę a nie tylko 3 % i nie jest to też film, o którym szybko się zapomina. Celowo nie wspomniałam o muzyce z tego względu, że albo jej nie ma albo jest tak mało absorbująca, że nie zwraca się na nią uwagi.

Jeśli chodzi o minusy, to dla mnie głównym jest śpiew Suzanne, którym wszyscy się zachwycają a dla mnie brzmi on jak wycie baranka na skraju załamania nerwowego.

Trwa ładowanie komentarzy...